środa, 23 lipca 2014

101. "ти сепаратист", czyli rzecz o propagandzie

"Jesteś separatystą" - zwrócił się do mnie ukraiński pogranicznik w momencie przekraczania granicy tego pięknego, choć ogarniętego wojną kraju. Oczywiście chodziło mu o moje spodnie w kamuflażu WZ93, czyli aktualnie obowiązujące moro. "To nie są żadni separatyści, tylko terroryści, których powinno się zlikwidować" - brzmiała moja odpowiedź, która była jak najbardziej szczera.

Rzecz działa się dwa tygodnie temu na przejściu granicznym Siret - Porubne, kiedy po odpoczynku na rumuńskiej Bukowinie wracałem do kraju, zahaczając o Ukrainę.

Tu mała dygresja - w jakiejś reklamie bodaj kart kredytowych było stwierdzenie: "widok czegoś - bezcenny, za resztę zapłacisz daną kartą". Dla mnie bezcenny był widok min spotkanych w Rumunii Polaków, kiedy wyszło, że wracam nie przez Węgry i Słowację, ale właśnie przez Ukrainę. Psychoza wywołana mediami.

Propaganda polega na tym, żeby używając jedynie słów i obrazów, wywołać w kimś odpowiednie nastawienie. Mało tego - umiejętnie stosowana powoduje to, że człowiek czyjś, starannie opracowany punkt widzenia przyjmuje za własny i jeszcze myśli, że sam do niego doszedł.

To jest tak jak z dyplomacją. Według definicji dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć ci "spier..." w taki sposób, że czujesz narastające podniecenie przed zbliżającą się podróżą.

Do uprawiania propagandy najlepsze są media, choć nie tylko za ich pomocą można manipulować ludźmi. Dożyliśmy jednak takich czasów, że w reportażu o blokach w mieście Krakowie, do których do dziś nie doprowadzono jeszcze bieżącej wody i kanalizacji w tle pokazują las anten satelitarnych na chałupie, za którą stoi sławojka.

Jedenaście telewizorów w takiej chałupce? zdjęcie z Rumunii


Ale do brzegu...

Dopiero po niedawnym zestrzeleniu malezyjskiego samolotu, nieśmiało ale jednak już nieco częściej, zaczęto uzbrojonych bandytów na Ukrainie nazywać terrorystami. Do tej pory byli to tak zwani "separatyści". Żeby zaciemnić sytuację dużo częściej używało, a w zasadzie cały czas używa się zwrotu "prorosyjscy separatyści".

Mogę wyobrazić sobie sytuację, że mieszkający u nas od wieków Tatarzy, Kaszubi czy Litwini wpadną na pomysł, żeby ogłosić secesję. Ale nie jestem w stanie pojąć jak może ogłosić w Polsce secesję afrykański kacyk z kilkoma setkami wojowników. Jeżeli większość działających na Ukrainie terrorystów jest obywatelami Rosji, to dlaczego mówi się i pisze "prorosyjscy", zamiast normalnie "rosyjscy"?

Propaganda potrafi przedstawić pewne fakty tak, jak jest to komuś wygodnie. Były "rządy Janukowycza", był też "reżim Janukowycza". W zależności od sytuacji są "bojownicy", "partyzanci", "separatyści". Mogą też być "uzbrojone bandy", "terroryści" czy "fanatyczni muzułmanie". O "fanatycznych chrześcijanach", a w zasadzie jednej podgrupie, to jest "fanatycznych katolikach" słyszałem jedynie w Polsce. W innych krajach takie zjawisko nie występuje. ;-)))

Będąc we Lwowie - na marginesie dodam, że rzeczywiście jest tam bardzo mało polskich turystów i częściej słychać język rosyjski niż ukraiński - nie omieszkałem po raz kolejny pójść i zobaczyć Cmentarz Łyczakowski oraz Cmentarz Orląt , stanowiący jego część.


Nie byłem na Ukrainie ponad 20 lat. Przyznać muszę, że raduje się serce, kiedy przypomnę sobie widok Cmentarza Obrońców Lwowa (bo taka jest właściwa nazwa) sprzed lat i porównuję go z dzisiejszym stanem. Ale tuż poniżej naszej narodowej nekropolii powstała część poświęcona ukraińskim bohaterom.

Szczerze powiedziawszy mam mieszane uczucia, kiedy czytam na pomniku zmarłego kilka lat temu Ukraińca, że ów walczył za wolność ojczyzny w "dywizji Galicja". W mojej historii nazywało się toto 14 Dywizja Grenadierów SS, a w oryginale 14. Waffen-Grenadier-Divizion der SS.


Pominięcie "SS" jest zabiegiem propagandowym, bo młode pokolenie Ukraińców Galicję skojarzy z regionem, w którym mieszkają i nic poza tym. Ale co ja tu pieprzę, przecież w czasie II wojny światowej źli byli nie "Niemcy", ale jacyś bliżej niezidentyfikowani "naziści".

30 komentarzy:

  1. odwieczny dylemat - terrorysta czy patriota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam na szczęście takich dylematów. Patriota chwytający za broń musi to robić w określonej i wymuszonej sytuacji. I broń tę powinien kierować w stronę obcych wojsk, a nie nieuzbrojonej ludności cywilnej. Oczywiście, do tego dochodzą przedstawiciele wrogich władz (którzy z reguły nie są uzbrojeni, bo nie mają takiej potrzeby.

      Na wojnie giną również cywile i jest to nieuniknione. Jednak działania skierowane ściśle przeciw cywilom i zamierzona ich eksterminacja jest terroryzmem. Kropka.

      Usuń
  2. Już myślałem że to tylko ze mną coś nie tak? A tu proszę,jeszcze jeden!
    Miło mieć towarzystwo! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ludzi normalnie myślących jest znacznie więcej. Niestety, zaraza która dotarła do nas z zachodu, z państw tzw. rozwiniętej demokracji, nazywająca się poprawnością polityczną nie pozwala im się wypowiadać.

      Od pewnego czasu wiele osób zastanawia się, czy zamiast powiedzieć "pedał", "Cygan" czy "Murzyn" nie lepiej rzec dosadnie "KURWA MAĆ". W końcu to mniejszy ciężar gatunkowy przewinienia. ;-)))

      Usuń
    2. Pozwoliłem sobie zaproponować Twój blog do "podpatrywanych" :)

      Usuń
    3. Miło mi. :-) Na zasadzie wzajemności dorzuciłem u siebie z boku Kneziowisko, choć i tak czasem tam bywam w miarę wolnego czasu.

      Pisząc o zasadzie wzajemności cały czas zastanawiam się, dlaczego Jankesi nie mają jeszcze wprowadzonych wiz do Polski?

      Usuń
    4. Ja nie uznaję tej zasady i nie oczekuję takich działań. Wydaje mi się, że miejsce jest ciekawe, to oglądam i wskazuję innym. Uznaję że nie warto, kasuję. Co nie znaczy, że nie jest miło widzieć link do nas na innym blogu, jednak jeżeli tylko dla wzajemności, to wydaje mi się, że to strata jakże cennego miejsca. :D :D :D

      Usuń
    5. Z tą zasadą wzajemności to oczywiście żart (ale nie w odniesieniu do Jankesów). Po prostu będzie mi wygodniej wchodzić bezpośrednio, a nie z czyjegoś linka. :-)))

      U niektórych (a do części osób wchodzę przez cudze linki) narobiło się tyle blogów "z boku" (vide Klarka), że wyświetla się tylko część i korzystanie z tego jest nieco niej komfortowe.

      Usuń
  3. Od powietrza, ognia, i wojny, zachowaj nas Panie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojna to straszna rzecz, ale wojny się zdarzały, zdarzają i zdarzać będą, dopóki ludzkości szlag nie trafi. Jacyś idioci wymyślili sobie, że jak już będzie ładnie, pięknie, kwiatki, motylki, edukacja i Unia Europejska, to żadnej wojny już nie będzie. Guzik prawda i cieszy jedynie to, że nie zdążyliśmy się jeszcze do końca rozbroić, choć byli już debile, którzy to proponowali.

      Usuń
  4. Oby nam ta broń okazała się niepotrzebna..nie wyobrażam sobie nowej wojny u nas. Już nawet wolę o wodzie i chlebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uleczko! Nie jak wymyśliłem mądrą łacińską sentencję "Si vis pacem, para bellum" (Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny).

      Niestety wojna w dzisiejszych realiach będzie nie do wyobrażenia. Po prostu marne są szanse na to, żeby ścierały się armie żołnierzy. Raczej będzie to partyzantka z uwzględnieniem zabijania cywilów jako czynnika zastraszania i destabilizacji. :-(

      Usuń
  5. Tyle słów ciśnie się na język, ale tak naprawdę po co mówić to wszystko? Co to da? Jest jak jest, czyli tak, jak piszesz. I doprawdy nie wiem, co będzie dalej. Chyba tylko gorzej...? A przez poprawność polityczną daje się zaobserwować zmiany w dyskusjach między ludźmi - to jak z tym, czy powiedzieć "pedał" czy faktycznie nie lepiej "kurwa mać", aczkolwiek jeszcze trochę i wojujące feministki zaczną walczyć ze społeczeństwem, bo kurwa też kobieta, a mać to matka i też kobieta;-)

    Pozdrawiam, Talka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nieco mieszane uczucia na temat "czy warto?". Oczywiście głos pojedynczego człowieka, internauty czy blogera jest jedynie nic nieznaczącym prywatnym zdaniem. Ale może być ważny z dwóch powodów. Po pierwsze: internet to miejsce, gdzie zawsze jest szansa, że ktoś to przeczyta i być może wyrazi swoje poparcie, tudzież przedstawi argumenty przeciwne, zaczynając dyskusję. A tu już robią się dwie osoby myślące o danym temacie, nawet jak mają przeciwne zdanie.

      Z obserwacji mogę powiedzieć, że rzeczy publikowane w internecie ludzie czytają mniej bezkrytycznie niż np. gazety czy tygodniki, Sporo osób ma jeszcze tzw. "kult słowa drukowanego". Moja babcia mówiła: "skoro wydrukowali, to musi być prawda". A było to w czasach, kiedy w gazetach prawdziwe były jedynie nekrologi. ;-)

      Czasem występuje "po drugie", czyli efekt lawiny, to jest sytuacja, kiedy sporo osób dowiaduje się o czymś i się z czymś nie zgadza. Tak było przykładowo przy ACTA i usunięciu orzełków z koszulek polskiej reprezentacji. W tych przypadkach głos internautów miał duże znaczenie i wywołał określone skutki.

      Dla mnie feministki to wybryk natury, a określenie "wojujące feministki" wywołuje u mnie napad śmiechu połączony z gęsią skórką. Nie odmawiam nikomu prawa do opowiadania bajek, jestem jednak uczulony na bezmyślność i brak logiki. :-)))

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Trochę się zastanawiałam nad odpowiedzią, a raczej nie "nad", tylko "czy", bo zaczynając od końca znów przyznaję Ci rację przeskakując tym samym na początek. Idąc dalej, czyli już nie skacząc - chodziło mi o to, że rozmawiać warto, pewnie nawet prowadzić monolog, ale jeśli nie mam nic więcej do dodania, to nie widzę sensu, żeby coś na siłę rozwijać, bo ciśnie mnie się to samo, co Tobie i co już napisałeś:) A że sensownie, to już inna sprawa, a nawet ta sama, bo uważam, że myślisz rozsądnie. I teraz - dalej - czy warto myśleć, pisać, rozmawiać - oczywiście. W tym jest siła (jak trafnie podałeś przykład z Acta). Jeśli będziemy milczeć, na pewno będzie jeszcze gorzej, chociaż ja uważam, że od zawsze jest tylko gorzej z niewielkimi odstępstwami od normy.

      W Internecie siła, ale jest ona równie dobra co i zła:)

      Usuń
  6. Jak każda była republika dawnego ZSRR Ukraina jest zlepkiem narodowości- mieszanie narodowości i przesiedlanie było podstawą jedności ZSRR. Mam kontakt z mieszkańcami dawnego powiatu Stanisławowskiego.Jak wiesz, były to tereny, gdzie mieszkało bardzo wielu Polaków, do dziś w wielu wsiach jest sporo osób mówiących jeszcze po polsku.Tereny dzisiejszej Zachodniej Ukrainy, a zwłaszcza młodzież jest za wstąpieniem do UE. Tyle tylko, że co trzezwiej myślacy ludzie zdają sobie sprawę, że będzie to tak łatwe jak przejście wielbłąda przez ucho igły- po prostu lata pod przewodem jedynie słusznego systemu zdegenerowały społeczeństwo. Moja rodzina pochodziła ze Lwowa - mieszkali tam do 1932 roku. Lwów był miastem wielonarodowościowym, w szkołach podstawowych państwowych dzieci uczyły się i polskiego i ukraińskiego. Jakoś te trzy podstawowe nacje, czyli Polacy, Ukraińcy i Żydzi żyli bez większych zawirowań. Ukraińcy zawsze obciążali Polaków grzechami swoich rodaków, którzy mieli wielkie majątki ziemskie i zero lojalności wobec swoich ziomków. Uważali ich za Polaków, bo ci dla własnych korzyści przeszli na katolicyzm i na wszelki sposób starali się robić karierę w Polsce. Nie da się ukryć, że zarówno Polacy jak i Ukraińcy stworzyli sobie wzajemnie piekło i naprawdę trudno obu stronom to wybaczyć.
    Wschodnie tereny Ukrainy zawsze były bardziej zbliżone do Rosji i tak zostało.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja rodzina również pochodzi częściowo z Ukrainy, choć to raczej wiejskie pochodzenie i do tego mieszane narodowościowo, bo moja prababka mówiła do mnie wyłącznie po ukraińsku i do końca swoich dni, żyjąc na tzw, Ziemiach Wyzyskanych, czy jak to się tam nazywało nie nauczyła się dobrze mówić po polsku. A przeżyła w PRL-u ponad 40 lat...

      Podczas moich wcześniejszych wojaży (głównie po górach i wioskach) spotykałem ludzi, którzy uczyli się jeszcze w polskiej szkole przed wojną i część (Polacy) mówili całkiem przyzwoicie, a część (Ukraińcy) słabo, ale jednak po polsku.

      Na wschodzie Ukrainy nie byłem, ale wiem, że jest tam sporo osób pochodzenia rosyjskiego, którzy mówią po rosyjsku.

      Historia jest skomplikowana i jest sporo krzywd po obu stronach. Jakoś trzeba z tym żyć - nie zapominać, ale tworzyć możliwości porozumienia. :-)

      Usuń
  7. Zgodzę się w tym miejscu z wypowiedzią Anabell, w tym z jej ostatnim zdaniem. Rzeczywiście im dalej na wschód, tym bliżej mieszkańcom tych regionów do Rosji i nie ma się dziwić, że pewna część rosyjskojęzycznych Ukraińców optuje za Rosją. Separatyzm był nieunikniony wskutek skrajnie nieodpowiedzialnych, antyrosyjskich wystąpień majdanowego rządu. Jest to pokłosie wcześniejszych różnic jakie przebiegały pomiędzy Partią Regionów a partia Tymaszenki, które zostały wzmocnione przez nacjonalizm ukraiński. No cóż, mamy właściwie wojnę domową na pewnym obszarze kraju i z punktu widzenia ukraińskiej armii ci, z którymi ona walczy to terroryści; z punktu widzenia separatystów to armia jest agresorem, "likwidującym" również bogu ducha winnych cywili.
    My w Polsce, nasze media, politycy widzimy jedynie jedną stronę konfliktu. Dlaczego? Poniekąd dlatego, że sami pchaliśmy Ukrainę do rewolucji, bo jesteśmy "Zachodem", bo to, co powie Ameryka jest święte, bo nienawidzimy Rosji i Putina. Wydaje się jednak, że sytuacja nie wygląda jak w czarno-białym filmie. To nie jest tak, że po jednej stronie stoi dzielny szeryf, a po drugiej banda rzezimieszków. W naszych mediach nie widać nawet pozorów spojrzenia na konflikt oczami separatystów czy Rosjan. Po tamtej stronie wszystko jest złe, trzeba toto zlikwidować (właśnie - zlikwidować, nie pozabijać, zamordować, bo "likwidacja" jakoś bardziej humanitarnie brzmi. Kwestia zestrzelonego samolotu: mało jest takich głosów, które np. mogłyby zinterpretować to wydarzenia w taki sposób: samolot został zestrzelony przez pomyłkę przez separatystów, gdyż faktycznie nie mieli oni żadnego motywu, aby uśmiercać obcokrajowców. Przecież w swych rękach mieli już obserwatorów OBWE. Dlaczego ich nie zabili, skoro są tak podli i nieodpowiedzialni? Nasza propaganda grzmi jednak, że samolot został zestrzelony celowo. Właściwie to nie wiem, czemu ma się zbierać jakaś komisja ds wypadków lotniczych, po co co badanie skrzynek, skoro wyrok został wydany.
    Rola Rosji. Oczywiście podejście do kwestii mniejszości jest różne. Można być totalnie biernym jak polskie rządy i godzić się na represje wobec rdzennych Polaków na Wileńszczyźnie; można też postępować tak jak Rosjanie, którzy będą bronić swoich wszelkimi dostępnymi sposobami. Przecież w daleko bardziej zaangażowany sposób broni swoich obywateli Izrael: wet za wet. Zachód milcząco potępia działania odwetowe izraelskich rządów, lecz jeśli tylko zamilkną działa, wszystko wraca do normy. Czemu Rosja miałaby być traktowana inaczej, a jest, a awangardą jest rząd polski.
    Myślę, że po raz kolejny niepotrzebnie angażujemy się w konflikt zbrojny za poduszczeniem zwłaszcza USA, które mają, miały i będą miały interes w osłabieniu pozycji Rosji. Prawdę powiedziawszy to policyjna polityka Stanów Zjednoczonych zmierzająca do dominacji nad światem i obronę swoich interesów dziesiątki tysięcy kilometrów od Waszyngtonu doprowadziła do konfliktu na Ukrainie. Wszędzie tam, gdzie wchodzą Amerykanie, są wojny, rewolucje, wzrost nastrojów antyamerykańskich rodzących terroryzm.
    Konflikt na Ukrainie powinien być rozwiązany przez samych Ukraińców ale też przy udziale Rosji, bo przez całe wieki oba narody były z sobą związane kulturowo, językowo i gospodarczo, tym czasem celem Zachodu, także Polski jest wkładanie klina pomiędzy Rosjan i Ukraińców; zamiast, jako sąsiad obu państw, dążyć do pojednania obu stron, być katalizatorem konfliktu, koniecznie chcemy zaostrzać stosunki, i, o ironio, kosztem własnych gospodarczych i kulturalnych, coraz słabszych już więzi.
    Zmanipulowana propaganda mówi nam, że tak trzeba, że trzeba stanąć po stronie tych Ukraińców, którzy opowiadają się za Zachodem i "likwidować" ich przeciwników. To nie jest mądre i szalenie ryzykowne działanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smooth, my nie jesteśmy zmanipulowani - nienawiść do Rosji większość wyssała z mlekiem matki od czasu rozbiorów Polski. Bo nikt jakoś nie chce pamiętać, że rozbiory Polski były na nasze życzenie, były efektem naszej wiecznej niedojrzałości politycznej i zwykłej prywaty. I nie mogę się nie zgodzić z tezą, że wszystko co było w nas dobre poszło na zatracenie w wyniku Unii z Litwą, jak o tym pisał odważnie Paweł Jasienica.
      Zauważyłam, że tak naprawdę nie funkcjonuje u nas pojęcie "dobrego Ukraińca" - dla większości naszych rodaków każdy Ukrainiec jest "be", niezależnie od tego, w której części Ukrainy żyje i jaki jest jego stosunek do Rosji i Polski.
      Społeczeństwo polskie nie ma szans zostać w tym sporze mediatorem - najchętniej obie te nacje wysłano by na Marsa. Bo ciągle w nas więcej wschodu niż zachodu, więcej zacietrzewienia niż chłodnej analizy.
      Miłego, ;)

      Usuń
    2. @ Smoothoperator

      Jestem nieco bardziej niż zwykle zainteresowany przebiegiem tego konfliktu, bo w mojej krwi płynie część tej ukraińskiej. Z tego też powodu śledzę doniesienia na ten temat obu stron konfliktu. Ba, będąc na Ukrainie rozmawiałem z mieszkającymi tam Ukraińcami i z jednym Rosjaninem, którego spotkałem w pociągu.

      Mogę oczywiście przyjąć punkt widzenia terrorystów i przysięgać, że w zestrzelonym (bo co do tego nie ma raczej wątpliwości) Boeingu leciały same trupy, martwe od co najmniej czterech dni. Mogę? Mogę.

      Mogę też wierzyć prawdzie rosyjskiej.
      http://www.pravda.ru/news/world/formerussr/ukraine/17-07-2014/1216686-poland-0/

      To polski rząd ukrywa, że wysłał na Ukrainę naszych żołnierzy ze sprzętem. A w ogóle, to malezyjski samolot strącił ukraiński myśliwiec, który później został strącony, albo Ukraińcy chcieli zestrzelić samolot Putina, który był w tym samym miejscu co malezyjski, tyle, że 40 minut później. To, że to miejsce było nad Warszawą i Putin nie leciał wcale nad Ukrainą to nie jest ważne.

      Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy terroryści zestrzelili samolot celowo, czy przez pomyłkę. Jeśli było to działanie celowe, to na pewno sami tego nie wymyślili.
      Ale to powinno być wyjaśnione, a bez dostępu do głównych dowodów jest to utrudnione.

      Druga sprawa - czysto polityczna. Twierdzisz, że separatyści zajęli Krym i przekazali go Rosji, żeby ich broniła przed ukraińskim agresorem? Przecież ukraińskie wojska prześladowały tam ludność rosyjskojęzyczną od lat...

      Jak to jest, że wśród tzw. "separatystów" większość ma rosyjskie obywatelstwo? Czemu nagle zdarza się tyle utonięć i zawałów wśród żołnierzy rosyjskich jednostek specjalnych? Akurat wszyscy byli na urlopie, lub zakończyli służbę jakiś czas temu...

      "Zielone ludziki", to po prostu grupy ukraińskiej młodzieży rosyjskiego pochodzenia, które bohatersko walczą o swoją godność i wyzwolenie od ukraińskiego najeźdźcy? Ot, znaleźli sobie wyrzutnię rakiet i nauczyli się je obsługiwać w takim stopniu, żeby strącić samolot na 10 kilometrach. Po prostu trzeba zmrużyć jedno oko, wycelować i nacisnąć spust...

      Moim skromnym zdaniem propagandę uprawia strona rosyjska i w zależności od rozwoju sytuacji gotowa jest wprowadzić na Ukrainę swoje "wojska pokojowe", żeby zapobiec zabijaniu przez ukraińską armię rosyjskojęzycznej mniejszości.Hitlerowi udało się tak "uratować" Niemców sudeckich, więc czemu Putinowi miałoby się nie udać?

      Na Ukrainie Jankesi za dużo się akurat nie wpieprzali. Zaczęli dopiero po okupacji Krymu, bo Rosja urosła politycznie w siłę.

      Usuń
    3. Mironqu... to, o czy piszesz i co rzeczywiście było przedmiotem dociekań w rosyjskich mediach (choć bardziej na społecznościowych forach) to spekulacje, które zresztą tak samo pojawiały się po katastrofie naszego samolotu prezydenckiego. Mnie interesuje, jak chyba każdego prowadzącego śledztwo interesują bardziej powody i motywy postępowania potencjalnych sprawców. Trzeba mieć dużo wyobraźni, aby np. Rosja i popierani przez nią separatyści świadomie strącili samolot pasażerski, narażając się przy tym na pogłębienie sankcji. Prawdę powiedziawszy to Ukraina zyskała politycznie na tej tragedii, nie odwrotnie.
      Oczywiście trudno przypuszczać, aby różnymi kanałami Rosja nie dozbrajała separatystów, lecz nie należy zapominać o tym, że faktycznie to armia ukraińska jest stroną atakującą. To nie separatyści szturmują Kijów czy Lwów. Faktem jest, że separatyści przejęli władzę w obwodach ługańskim i donieckim i z punktu widzenia Kijowa dążą do oderwania tej części kraju od państwa ukraińskiego, ale przecież, jak wspomniałem uprzednio, Ukraina nie jest jednorodnym państwem. Czy komu to się podoba czy nie, na Ukrainie mieszka do 7 milionów Rosjan a chyba ponad połowa mieszkańców posługuje się językiem rosyjskim w stopniu przynajmniej takim samym jak ukraińskim. I nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież dzisiejsza Ukraina funkcjonowała jako jedna z republik radzieckich i w każdej z dawnych republik istnieje mniejszość rosyjska. Ta mniejszość mogła się czuć zagrożona. To przecież Julia Tymoszenko w telefonicznej rozmowie, za którą zresztą przepraszała, sugerowała zabicie wszystkich "kacapów". To w ukraińskiej telewizji pokazano, jak jedna z nawiedzonych nacjonalistek (przemawiała na majdanie) odbyła wizytę w szkole i oznajmiła dzieciom, że jeśli będą się posługiwały rosyjską wersją imion, jakie im nadano, to nie ma dla nich miejsca w Ukrainie. Bardzo szybko przyjęto ustawę o języku, której celem jest wykorzenienie rosyjskości, dając tym samym Rosji stosowny pretekst do ochrony rosyjskojęzycznych Ukraińców. Sprawa nie jest więc zero-jedynkowa.

      Usuń
    4. Krym faktycznie nigdy nie był ukraiński i swą obecność na terytorium Ukrainy zawdzięcza Ukraińcowi - Chruszczowowi, który przekazał Krym republice ukraińskiej, choć w owym czasie nikt z rządzących na Kremlu nie dopuszczał rozpadu imperium sowieckiego. W pewnym sensie ówczesne przyłączenie Krymu do Ukrainy można porównać do administracyjnej zmiany podziału kraju, tak jak u nas dokonywano dwukrotnie zmian województw. Druga sprawa to Krym jako obszar strategiczny - militarny dla Rosji. Nie można negować praw Rosji do obrony własnego terytorium, nawet jeśli Polska należy do przeciwstawnego sojuszu militarnego. Tymczasem Rosjanie mieli prawo podejrzewać, że władze Ukrainy, skrajnie przeciwne Rosji, będą chciały zerwać umowę o stacjonowaniu floty czarnomorskiej i, co wcale nie jest fantazją, umieścić na jej miejscu bazę amerykańską. Logiczne, że Rosja nie mogła do tego dopuścić, a przy okazji Krym jest tym miejscem, w którym Rosjanie byli w większości.
      Mylisz się odnośnie braku zaangażowania Stanów Zjednoczonych w konflikt. Jeśli nawet USA nie wysyła oficjalnie żołnierzy (są na Ukrainie amerykańscy najemnicy), to wsparcie rzeczowe, wojskowe i finansowe miało jeszcze w czasie trwania majdanu i ma miejsce obecnie. Wizyta szefa CIA świadczy także o udzielaniu poparcia Ukrainie przez służby specjalne USA. (w Ameryce Łacińskiej swego czasu niemal każda zmiana władzy, każdy wojskowy pucz dokonywał się przy udziale amerykańskiej służby wywiadowczej, bez udziału amerykańskiej armii).
      I jeszcze jedna, prywatna dygresja. Otóż byłem na Ukrainie; tej zachodniej, centralnej i wschodniej, lecz jedynie na zachodzie Ukrainy słyszałem (to naprawdę nie jest żart), że Polska powinna zwrócić Ukrainie nie tylko przemyśl i Lublin, lecz również.... Kraków, bo to stary ukraiński gród. Nie chcę przez to twierdzić, że jest to pogląd dominujący na zachodniej Ukrainie, lecz właśnie tutaj występuje. Im dalej na wschód, tym mniej nienawiści do Polaków i chęci rewizji granic.
      Niestety dzisiejsi ludzie rządzący Ukrainą są w dużej mierze spadkobiercami ideologii UPA. Tyle mówimy o katyńskiej zbrodni, do której w końcu Rosjanie się przyznali, natomiast kwestia rzezi na Wołyniu pozostaje nadal tematem tabu, więcej, Ukraińcy, jak dotąd, nie mają zamiaru nikogo za nic przepraszać.Przykro mi, lecz moja sympatia nie stoi za obecnym rządem Ukrainy i staram się patrzeć na ten konflikt możliwie najbardziej obiektywnie, nie ulegając schizofrenii, która cało zło świata widzi w zachowaniu Rosji i bezkrytycznie aprobuje dosłownie wszystkie poczynania rządu ukraińskiego i jego sprzymierzeńców.Dzisiaj nikt juz nie oczekuje od władz Ukrainy wyjaśnienia wątpliwości, kto pierwszy strzelił na majdanie (choć są takie wątpliwości pochodzące z Zachodu, nie Rosji), nikt nie oczekuje wyjaśnienia jak doszło do spalenia żywcem ofiar w Odessie (znów - źródło nie rosyjskie a ukraińskie) i do chwili obecnej obowiązuje wersja, że "antymajdanowcy" spalili się sami. Nikt mi nie odpowie na pytanie, dlaczego żołnierze ukraińskiej armii strzelają do karetek pogotowia, wiozących rannych (to także relacja ze źródeł ukraińskich, nie rosyjskich). Nie mogę zrozumieć, jak to się dzieje, że w tak niedemokratycznym, reżimowym kraju jak Rosja, w rosyjskiej telewizji państwowej pojawiają się programy-debaty polityczne, w których występują obie strony konfliktu: ukraińscy publicyści i politycy i ich prorosyjscy antagoniści. W naszych telewizjach natomiast po przedstawieniu informacji "z pola walki", zawsze, ale to zawsze przedstawiającej w korzystnym świetle armię ukraińską, komentatorem jest jakaś osoba, publicysta, historyk, etc, Ukrainiec, zwolennik obecnej władzy. Pogląd przeciwny, jeżeli nawet nie musimy go podzielać, nie jest praktycznie w przestrzeni publicznej reprezentowany. I na tym właśnie polega manipulacja, co ja nazywam "filozofią Kalego".

      Usuń
  8. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy to u nas rosły jak grzyby po deszczu anteny satelitarne na domach, blokach, chałupach... może to chęć posiadania czegoś nowego, takich "okien na świat"? To chyba najtańsza forma pewnego rodzaju spełniania marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dziś na popegeerowskich blokach widać lasy anten, mimo że co najmniej połowa mieszkających tam osób jest bez pracy. Ze smutkiem zauważam, choć oczywiście mogę się mylić, że dla wielu osób pogrążonych w marazmie i zniechęconych do wszystkiego, żyjących za grosze z dnia na dzień, telewizor jest najważniejszym sprzętem w domu.

      Ludzie wolą oglądać jakieś perypetie serialowych bohaterów, emocjonować się ich zdradami, chorobami i kłótniami, byle tylko nie myśleć o własnych problemach. A później to już leci tak bezwiednie - określona godzina = określony serial. Skończył się. Za pięć minut na innym kanale jest ten drugi. Później wiadomości i jakiś film, albo lepiej "tańce różańce", bo "M jak mdłości" ma przerwę na wakacje... ;-)))

      Usuń
  9. Anabell:
    Poniekąd masz rację. Ta nienawiść do Rosjan, naigrywanie się z Ukraińców, jako mniej godnych od nas to rodzaj trudnej do wyleczenia fobii. To wszystko, co na wschód od nas jest w potocznym mniemaniu głupsze i podlejsze. Napisałem niedawno na facebooku swojej przyjaciółce z Białorusi, że podziwiam ich za to, że tak dbają o swoje zabytki, m.in. kościoły, pałace, zameczki (wiedzę zaczerpnąłem ze strony, na której publikowane są zdjęcia Białorusi). Była chyba odrobinę wkurzona, gdyż odpowiedziała mi, że co, czy myślę, że jak rządzi Łukaszenko, to jesteśmy jakimś niecywilizowanym trzecim światem. I miała rację, choć moje intencje nie były złe. Prawdopodobnie podskórnie zadziałała na mnie propaganda, że przecież nic dobrego nie może się dziać w kraju, który politycznie odbiega od standardów rządzenia w Europie Zachodniej.
    A tak na marginesie, panicznie nie lubię umoralniania innych nacji, wskazywania nim, co dobre a co nie, nie brania pod uwagę historii, tradycji, obyczajowości narodu, który w mniejszym lub większym stopniu różni się od tego naszego, wybranego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie najbardziej spodobala sie definicja dyplomaty: "Według definicji dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć ci "spier..." w taki sposób, że czujesz narastające podniecenie przed zbliżającą się podróżą." cudownie! :) pozdrowka wedrowcze!

    OdpowiedzUsuń
  11. Naziści - europejska poprawność historyczna
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Co tu taki zastój? Aż się zmartwiłam...

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdzieśkolwiek jest, Mości Mironqu, to nadziei pełnym, że choć z czasu do czasu słowa tu złożone czytasz... A jeśli czytujesz, to życzę Ci zdrowia i by jak najwięcej chwil szczęśliwych:) A po Świętach jeszcze i pomyślności nieskąpo…:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń