Współczuję facetom, którzy z powodów medycznych są na diecie. Cóż, czasem zdarza się, że ktoś zmuszony jest do chirurgicznej modernizacji wnętrzności i do czasu ustalenia się nowej formy w której działa organizm (czyt. zagojenie się ran) zmuszony jest do ograniczania ilości i jakości wchłanianego pożywienia.
Spotykając się z różnymi ludźmi na tzw. imprezach, których nieodłączną częścią jest posiłek - czy to w formie kanapeczek, czy grilla, czy też kolacji - nierzadko słyszę zdanie "jestem na diecie". W zdecydowanej większości (w tym przypadku 90%) dietę stosują kobiety, nie mające do tego wskazań medycznych, a i z mojego punktu widzenia nawet estetycznych.
Rozumiem kogoś, kto chcąc utrzymać obecną formę i wagę zachowuje umiar w jedzeniu, ale teksty w stylu "oj zjadła bym ja sobie kawałeczek karkóweczki, ale dieta mi nie pozwala" rzucają mnie niemal na kolana. Czyli co? Chcąc zachować sylwetkę nie można sobie pozwolić na kawałek mięska, wielkości pudełka od zapałek (choć nieco cieńszego) ? Jak długo? Do końca życia? Czy dopóki dieta się nie znudzi?
Ale o diecie dla facetów.
Koleżanka małżonka podsunęła mi swojego czasu broszurkę dołączaną do gazety, pod mobilizującym tytułem: "Załatw to po męsku - czyli dieta dla faceta". Przejrzałem - owszem - a nawet przeczytałem w czasie moich "tytoniowych" posiedzeń w kibelku.
W broszurce są różnorakie tabelki i przepisy na zdrowe odżywianie. Już tabelka prawidłowej wagi w porównaniu do wzrostu pokazała, że mam ponad sześć kilogramów niedowagi i chyba powinienem się raczej podtuczyć, aniżeli odchudzić. Ale mniejsza o to - zmniejszenie nieco rozmiarów mięśnia piwnego z pewnością by się przydało. Wyczytałem, że przy moim wieku i wadze i średniej aktywności fizycznej potrzebuję przyjmować dziennie 3000 kcal. Jak rozumiem przy takiej dawce ani się nie chudnie ani nie tyje.
Proponowana dieta z przepisami na cały tydzień ma wyliczoną wartość odżywczą na ok. 1600 kcal. Wyliczono, to wyliczono - ja przeczytałem propozycje posiłków i uznałem, że książeczka powinna się nazywać "Jak umrzeć z głodu w ciągu tygodnia i jeszcze zapłacić za to majątek".
Przykładowy jadłospis na jeden dzień:
śniadanie - 6 łyżek musli z rodzynkami i orzechami, 1 szklanka mleka 2% tłuszczu,
II śniadanie - koktajl truskawkowy (200g truskawek, 2 łyżeczki (10g) miodu i szklanka maślanki naturalnej)
obiad - makaron razowy z indykiem i warzywami, czyli 120g mięsa mielonego z piersi indyka, 80g makaronu razowego, 2 średnie pomidory(260g), 3 łyżki kukurydzy konserwowej, 1 łyżka (13g) oleju roślinnego + przyprawy
kolacja - kanapka z szynką (dwie kromki żytnie razowe bez smarowidła), brokuły gotowane na parze (200g) z prażonymi pestkami dyni (1 łyżka - 12g).
Wszystkie dania obiadowe składają się z piersi kurczaka lub indyka a raz w tygodniu z łososia na parze. W sobotę można zaszaleć, bo na śniadanie zamiast niejadalnych rzeczy proponują jajko na miękko (jedno, ale za to całe) - widziałem kiedyś przepis, do którego potrzebne było pół jajka na twardo i zachodziłem w głowę, czy ktoś kiedyś nie wymyśli pół jajka na miękko, ale jeszcze nie tym razem. :-)
Jeżeli ktoś uważa, że po takim jedzeniu facet w pracy myśli o pracy, a w łóżku o seksie to się niestety myli. Szukanie miksera podczas przerwy śniadaniowej w robocie też jest chyba pomyłką (wszystko ma być miksowane tuż przez spożyciem). A stosując taką dietę można schudnąć nawet do 1 kg tygodniowo. Nic to, że po dwóch tygodniach dieta taka kończy się zejściem - trumna będzie o półtora kilograma lżejsza.
Na samym końcu przedstawiona jest tabelka przedstawiająca kaloryczną wartość rzeczy nadających się do jedzenia, takich jak golonka, boczek, śledzie w oleju, schabowy, spaghetti i innych, których wszyscy chcący żyć długo i szczęśliwie powinni unikać (nie wchodzę w to) i czynności takie jak bieganie, pływanie czy seks, podane w minutach, czyli ile minut należy wykonywać daną czynność dla spalenia podanej porcji.
Zaproponowałem koleżance małżonce, że mogę się nawet poddać tej drakońskiej diecie, jeśli pomoże mi spalać kalorie. Oczywiście nie chodziło mi o chodzenie, bieganie czy boks (również jest umieszczony jako aktywność fizyczna) a o seks.
Niestety, po przejrzeniu i konotacji, że aby spalić bułkę kajzerkę (50g) należy uprawiać seks przez 80 minut, rzuciła hasło: "A idź ty do diabła z taką dietą!".
Po golonce (540g) należałoby uprawiać seks przez 875 minut (14 godzin i 35 minut) a po pizzy z boczkiem (900g) przez 1630 minut (27 godzin i 10 minut). To by się z pewnością skończyło rozwodem. ;-)))

Tylko kobiety w takim wieku nie stosują diety i jedzą grzecznie wszystko, co im stryjek przyrządzi...